Paraerotyki PDF Drukuj Email

Zarówno delikatność impresji lirycznych poświęconych Zuzannie, jak i funeralność ekspresji pisanych dla Anny mieści się w poetyce baśniowo-uniwersalnej nastrojowości. Nie inaczej jest też z erotykami lub tymi utworami, które u Baczyńskiego miałyby szansę stać się erotykami, lecz zgodnie z wolą poety zostały jedynie tekstami „ze wskazaniem na erotyk”. Określając wiersze w ten sposób powinnam jednak najpierw zastanowić się nad definicją erotyku, od czego – co ciekawe – uchylają się słownik terminów literackich i encyklopedie literatury. Inne posługują się najbardziej lakoniczną i zarazem szeroką kwalifikacją ‘wiersz o tematyce miłosnej’. Słowo „tematyka” zdaje się zagarniać wiersz bez reszty. A co począć, gdy ładunek uczuć umieszczony jest zaledwie w tekstu pod-tekście? A co z takimi utworami – a jest ich u Baczyńskiego całkiem sporo – które są tylko inkrustowane drobinkami miłosnej mozaiki? Tak było z juweniliami – można w nich znaleźć zwroty do jakiegoś ‘ty’, za którym się tęskni, napomknięcia o samotności, szczegół wyglądu czy atrybut kobiety, w dedykacji jej imię. Te drobiazgi są przyznaniem się, jakby niechcący, do uczucia.

Nastoletniemu poecie zdarzają się jednak i takie wiersze, które, choć oszczędne w wyrażaniu uczuć, powołane do istnienia nie w celu utrwalania epizodów miłosnej historii, będące niemal w całości baśniowym opisem krajobrazu, i tak kwalifikują się do zaliczenia w poczet paraerotyków. Jest to możliwe głównie dzięki wyobraźni odbiorcy tekstu, poddanej sugestii płynącej z ostatnich wersów utworu. Wiersze te zaskakują i uderzają mocą tychże wersów, skontrastowanych z poprzedzającą je liryczno-magiczną opowieścią, i działają na projektowanego odbiorcę lepiej niż zrobiłyby to erotyki stworzone według teoretycznoliterackiego przepisu, gdyby ów istniał. Moc działania tych wierszy polega bowiem na niewypowiedzianej obietnicy ukrytej w męskim, zdecydowanym zwrocie do lirycznego ‘ty’, który stanowi ich zwieńczenie. Jeden z nich to opis samotnej przeprawy bohatera lirycznego przez wzgórza „ciszą zarośnięte”, przez błękitne morze powietrza, przez las jak kuźnię. Bohater liryczny, niczym baśniowy, musi pokonać na drodze szereg przeszkód, by dotrzeć do celu. Pokonanie tych przeszkód łączy się z metaforyczno-magicznymi działaniami: bohater otwiera jak bramę dzwony wieczorne, odsuwa żaluzje – łuki puszczy, które miękko spadają na bok. Będąc kimś większym niż zwyczajny człowiek, dźwiga na barkach ciężar przestrzeni; poddany czarodziejskiej synestezji patrzy w chłód planet. Wreszcie okazuje się, że jego monolog jest do kogoś adresowany:

 

Patrz… gładzę wiatry po gorących ustach,

zbieram modlitwy drzew rozpierzchłe w trwogach

i kiedy przyjdę do twych stóp o zmroku

nie pytaj,

po co szedłem taką drogą.

[***Tędy, przez wzgórza 532 II]

 

"Nie pytaj" można zamienić na „wiesz przecież, po co”.

...